Zapiśnik Justyny
zapisnik.blog.interia.pl
poniedziałek, 11 lipiec 2011, 12:39 przeprowadzka :)
www.urywki.blog.pl

(bo "kobieta zmienną jest" ;p )
sobota, 25 czerwiec 2011, 10:40 zejść na ziemię...
Człowiekowi potrzebna jest ziemia. Praca z ziemią, na ziemi. Przewracanie tej zmieni w dłoniach i poczucie pierwotności…
Stało się. Spakowałam rzeczy i jestem na wsi. Na Internet oczekujemy, póki co jest tylko koło stodoły. Ale to wszystko nic, mało tego, to nawet swego rodzaju wybawienie. Nikt mnie nie „złapie” z dodatkową robotą, żadnego tekstu nie muszę skończyć na czas. Owszem, i tak będę pracować, ale z przyjemnością… :) przy owsiance na podwórku (PS. odchudzanie trwa).
Pisze o tej ziemi nie bez powodu. Pieląc grządki wymyśliłam, że swoje dane musze sprawdzić innym testem statystycznym i wtedy wyjdzie mi ta korelacja, o którą mi chodzi. Zdecydowanie, człowiekowi potrzebna jest ziemia…
sobota, 11 czerwiec 2011, 09:35 Biorę się za siebie! :)
Maturzyści zostali oddani światu. Część studentów – również. Pozostałych „oddam światu” lada moment. Trzeba było zabrać się za publikacje – tworzę. Piszę. I chodzę na aerobik :) Matko, jakie jest to wciągające!
środa, 27 kwiecień 2011, 09:32 szukać równowagi
Czego najbardziej trzeba człowiekowi, aby odzyskać równowagę? Ciszy. Najpierw takiej zewnętrznej, dopiero wtedy można usłyszeć tą wewnętrzną.
Najcudowniejsze jest to, że budując dom na wsi chcieliśmy właśnie tej ciszy, tej „oczyszczającej”. I mamy ją. A to były pierwsze święta w tej ciszy. Kiedy budzi ćwierkający ptaszek albo promienie słońca zaglądające przez okno dachowe. Bosko!
W drugi dzień świąt wstałam o 5 i wyszłam na tarasik. Był szron na trawie, który można było „rozgrzać” stopą. W piżamie, mając gdzieś cały świat – poszłam na spacer (a nasze dwa pieski „Borysy” – tak tak, oba nazywają się tak samo) towarzyszyły mi w tej eskapadzie. Taki spacer mi się marzył – piżama, polar i cisza pól. Można bezkarnie zaglądać do cudzych domostw i tworzyć w głowie historie domowników – każdy szczegół coś znaczy.
Wieczorne oglądanie filmów na laptopie, przed kominkiem to jak powrót do tego, co było ważne – nie chodziło o filmy, chodziło o pobycie razem, w spokoju, nie pędząc za niczym. Wielkim błogosławieństwem jest to, że zasiegu prawie nie mamy, a żeby połączyć się z Internetem muszę isć aż za stodołę :) Aby wytrzymać w cywilizacji trzeba mieć gdzie od niej uciec. Takie ucieczki powinny być przymusowe. Mam nadzieję, że ta nie trwała zbyt krótko…
sobota, 23 kwiecień 2011, 08:51

Błogosławionych, zdrowych świat. Abysmy nie bali się, czuli przy tym pokorę względem życia i otoczeni miłoscią, w dobrym zdrowiu, potrafili godnie żyć :)
Chrystus Zmartwychwstał!
czwartek, 21 kwiecień 2011, 14:05 powroty, dyscyplina czasu :)
Co to znaczy być dobrym nauczycielem? Co to znaczy byc dobrym wychowawcą? Za kilka dni, 29 kwietnia, moja klasa maturalna skonczy szkołę, zmierzy sie póxniej z maturą. A ja wiem, że dla kazdego z nich to bedzie koszmarnie trudny czas... Szkoła niech bedzie jednak za mną, studenci też...
teraz przygotowania do świat. Okna, podłogi - ogarnięte. Ubrania, jedzonko - niemal przygotowane. A ludzie? Hm, ci jeszcze nie... oni musieli czekac, bo byłam...wychowawcą....
wtorek, 28 grudzień 2010, 16:24
Uważamy raka za chorobę. Ale to nie tak… Chorobę można wyleczyć, a rak, nawet „wyciszony” – jest. W naszych głowach, w myślach, w obrazie cierpienia. To nie tyle choroba, co zadanie. Na różny sposób można je rozwiązywać. Niekiedy – skutecznie, na krótko, na dłużej.
To takie zadanie dla całej rodziny, dla całej, nie dla jednostki. Bardzo trudne zadanie, któremu szybko trzeba nadać sens, aby się nie wykończyć. Właśnie próbujemy nadać sens gubiąc się po drodze…
niedziela, 26 grudzień 2010, 13:53 ***
Nie wiem jak to się stało, że mamy końcówkę grudnia. Naprawdę, nie wiem jak do tego doszło… żyję wrześniem… jestem gdzieś mentalnie we wrześniu. A to już grudzień. Końcówka roku… Podsumowania roku nie będzie, ale jakieś refleksje będą na pewno. Tak zawsze jest wtedy, gdy człowiek musi zmierzyć się ze śmiercią. Z góry jesteśmy przegrani, tak nam się wydaje… ale po wielu bardzo trudnych doświadczeniach, które mam za sobą( i przed sobą, wiem) uważam, że największa naszą przegraną jest to, jeśli nie potrafimy stanąć na nogi… Czekamy na nieuniknione… znów długo będę pamiętała dłoń, na wpół już zimną, która trzymała moje palce (a może tylko mi się zdawało?)
Przeraża mnie teraz wszystko, wszystko. Ludzie, miejsca, rzeczy, ich zniszczalność, niestałość. Przerażają mnie upływające godziny, minuty, brak słońca. Przeraża mnie wszystko. A przecież ja słynę z planu – zawsze jestem w gotowości i absolutnie nigdy się nie poddaję. To chyba będzie pierwszy raz, kiedy się poddam, położę i niech czas sobie płynie. Beze mnie. Bez mojego planu i zdecydowania. Bez mojej gotowości. Niech ktoś inny zajmie się światem. Bo ja wysiadam…

***
Praca jest ciężka. Bo praca się nie kończy. Po pracy trzeba przygotować się do pracy. Czasami zajmuje to więcej godzin niż ona sama. Wszyscy mówią, ze tak jest na początku, że później będzie lepiej. Praca 7 dni w tygodniu. A najzabawniejsze, że „zysków” nie widać. Tak, wiem, to nieuczciwe narzekanie, tak też sobie powtarzam… tylko czasami ciężko w to uwierzyć…
Bo gdzie jest czas na… zachwyt, spacer, obecność? Świat i ludzie nie czekają, idą dalej. A ja już wiem, że nie dam rady ich gonić…
niedziela, 07 listopad 2010, 18:35 Listy
Żałuję.
Żałuję, że wymyślono komórki.
Że nie pisze się telegramów, listów.
Wyczekanych.
Że nie wysyła się pogiętych kartek z zapachem ręki, która ją dotykała.
Żałuję.

Tym sposobem polecam „Listy na wyczerpanym papierze”. Dla PRAWDZIWYCH romantyków.
niedziela, 10 październik 2010, 22:16 poczuć ciszę...
Życie na wariackich papierach. Mnóstwo spraw, nowych wyzwań, zupełnie nowych. Biorą górę nad dbaniem o siebie, spokojem…
Dlatego tak piękny był dzisiejszy wieczór.
Próba, taka jak zwykle. Chociaż wychodziło nam lepiej niż zwykle :) Nie mogliśmy jednak oddać charakteru utworu… i A. kazała wtedy zgasić światło. W całkowitej ciemności siedzieliśmy chwilę. Zamknęliśmy oczy i … dopiero wtedy TO poczuliśmy. Poczuliśmy naprawdę mocno.
Niesamowite było TO uczucie. I bardzo mi go brakuje tak na co dzień…
poniedziałek, 23 sierpień 2010, 14:09 Toskania i ...gorące klimaty :)
Skoro to lato było i jest takie inne, to niech dowodem tego będzie i książka. Jedna z dziesiątek przeczytanych podczas tych wakacji. Gorąco polecam (wspólnie z Dorotą Wellman, a właściwie za Nią) zbiór opowiadań pt. „W łóżku z...”. Jeśli ktoś z Was nie wierzy, że literatura może być erotyczna, sensualna albo nie rozumie kobiet – lektura obowiązkowa! Obowiązkowa!
***
Jestem właśnie w trakcie gorącego uczucia... do Toskanii. Ciekawe jak wygląda tam wrzesień? :)
niedziela, 22 sierpień 2010, 10:26 I need you now
To przedziwne lato. Chyba najdziwniejsze w moim życiu... zaczynałam je będąc zmęczoną, wypaloną, prawie – kobietą (prawie, bo własne „ja” umierało przytłoczone natłokiem spraw). Ale skrobanie przez dziesiątki godzin okien z farby i glazury z pozostałości silikonu przywraca sprawom właściwą perspektywę. Pamiętam te upały – pot lał się strumieniami, a ja siedziałam na parapecie, śmierdząc gumowymi rękawiczkami i rozpuszczalnikiem doprowadzałam dom do stanu używalności.
Dom stoi, jest nierealny. Kiedy tylko tam przyjeżdżam, otwieram bramę podwórka, wjeżdżam samochodem – jestem w innej rzeczywistości. Zasięg słaby, wiec nie zawsze musze odbierać telefon. Cisza, wszechobecna cisza. I inna perspektywa. Bo co zrobi człowiek mając do wyboru napisanie recenzji książki lub skoszenie trawnika? Oczywiście, ze trawnik! :) Bieganie boso po trawie, picie herbaty późnym wieczorem na tarasie... i planowanie. A później realizacja tych planów.
Uwielbiam swój pokój – mam już łóżko i dwa foteliki! Za szafkę robi mi póki co ozdobne pudełko. A książki sprawdzają się jako „trzymaczka” drzwi balkonowych. Na nowo odkryłam zapachy, smaki...
I zdecydowanie na nowo odkryłam ludzi. Wiecie, że u nas na wsi, kiedy wiedzą, że jesteśmy wieczorem – przyniosą kawałek ciasta? Że czuwają, gdy nas nie ma? Że w cerkwi jest inaczej, „bliżej”? Kocham to.
Podczas tych wakacji robiłam mnóstwo rzeczy, których normalnie nie robię. Wyjeżdżałam, wracałam. Śmiałam się i płakałam.
Szczęścia często szukam gdzieś poza sobą, w nierealnych wyobrażeniach o różnych sprawach, ludziach. Tymczasem prawdziwe szczęście i prawdziwe mądre zycie to prostota. I tą prostotę odnalazłam – obym tylko potrafiła ją zatrzymać...
czwartek, 08 lipiec 2010, 18:16 Czasami trzeba bardzo wiele, aby na powrót odnaleźć siebie...:)
poniedziałek, 05 lipiec 2010, 14:57 SPA
Ostatni dzień czerwca spędziłam tak, jak nie spędziłam jeszcze żadnego dnia w swoim życiu. M. zapakował nas do samochodu, zawiózł i porzucił w ...SPA.
Rany Julek, od tego dnia jestem wielką fanką SPA! Masaże, kąpiele takie i siakie, zapachy, bosko!
Ale od początku. Wyprawa powstała spontanicznie. (dowód na to, że taka bywam) :) W pracy przeglądałyśmy oferty w Internecie i stwierdziłyśmy, że jeszcze nas tam nie było. Ja w tym gronie byłam najmłodsza, ale stwierdziłam, że raz się żyje.
M. musiał oczywiście stawiać mnie na nogi milionem telefonów rano, bo nie wiem czy wiecie, ale moją największą wada jest trudność we wczesnym wstaniu :) Wstałam, spakowałam się i wyruszyliśmy... pozbieraliśmy babeczki – i kierunek – SPA.
Po zajechaniu i rozpakowaniu się – kawa. Później rowery. Leżenie na polanie, sączenie dobrego wina, gadanie o babskich głupotach, które okazały się sprawami wielkiej wagi. Dookoła błękitne niebo, kwiaty, kwiaty, trawa... Jej, jak ja potrzebowałam spojrzenia na własne życie z perspektywy ... leśnej łączki :) wszystkie sprawy nabrały właściwej perspektywy...
Po tej łączce – przyszedł czas na kąpiele perełkowe, maseczki, masaże itd. :) Bosko! Później obiadek – oczywiście nieziemski :) i...spacer. z kiteczkami (nie rozumiem jednak idei tych kijków...) :)
M. odebrał nas, zapakował do samochodu i chyba w duchu śmiał się z czterech bab, ubranych jak z plaży, rozchichanych i.... promiennych! :)
Następnego dnia miałam egzamin na nauczyciela kontaktowego – bombowy !
A jakie wnioski po wyjeździe? Trzeba dbać o siebie! I uśmiechać się do życia!

piątek, 25 czerwiec 2010, 15:15 Pierwszy
Mam za soba swoje pierwsze, nauczycielskie zakończenie roku.
Jej, co to był za rok!

Pamiętam dobrze ten stres: „Czy aby na pewno będzie praca?”Pierwszą rozmowę, przerażenie, kiedy dowiedziałam się, że muszę przygotować rozkłady, napisać dostosowania dla uczniów... Pamiętam te emocje znacznie bardziej od tych, które towarzyszyły mi na uczelni. I dużo bardziej od tych , które nosiłam w sobie jeżdżąc do policealnej.

Dlaczego? Bo moja „ młodzież”, moje dzieciaki – to „człowieki” z życiorysem. I musiałam się sprawdzić nie tyle w roli kogoś, kto coś umie (w tej kwestii musiałam się sprawdzać gdzie indziej), a ważniejsze było to JAKA JESTEM. W milionie spraw dorosłam bardzo szybko – już wiem, jak gadać z kuratorem, aby ktoś nie musiał spędzić nocy na pogotowiu, jak znaleźć inne wyjście, jak opanować czyjegoś zachlanego ojca czy histeryczną matkę. I wiem też, że czasami, aby mnie zrozumiano – muszę mówić ich językiem. Zaczęli walczyć z nałogami (niektórzy), zaczęli chcieć czegoś dla siebie samych od życia. Uwierzyli, że potrafią, że coś umieją. A wierzcie mi – odkryliśmy wielkie talenty! Np. Ł. – ciężko z nim było, powtarzał klasy, lekcji nie wysiedzi bez fajki. Przez przypadek zobaczyłam, że coś bazgrze na kartce, cenzuralne to nie było, ale to przecież nie ważne! On coś lubi – rewelacja! Będzie z niego kiedyś dobry grafik, wygrał konkurs, dostał sprzęt i chociaż czeka go praca na budowie to już wie, że cos w nim może zachwycać. Albo „moja A.” – wiecie jak śpiewa?! A przez pierwsze tygodnie nawet gadać nie chciała... Działy się różne fajne rzeczy, było tak, że kiedy teraz o tym myślę to musze się najpierw wypłakać...

Wszyscy już wiedzą, gdzie jest moje miejsce w szkole, które krzesło w pokoju zajmuję, że musze mieć kontakt (żeby podłączyć laptopa, że największe torby będą pewnie tymi moimi. Mój kubek zawsze na mnie czeka (jest moją „osobistą wyrocznią”). Zapach zielonej herbaty jest zapachem szkoły.

Najpiękniejsze róże w swoim życiu dostałam nie od „adoratorów”, ale od moich uczniów :)

A porażki? Cóż, były. Pewnie i jest nią fakt, że nie wszystko da się pogodzić, że czasami się zatracam, że nie dbam o siebie, o innych też za mało. Listę prywatnych strat gdzieś tam odnotowałam. Ale wiem, nie tylko wierzę, WIEM, że co mi pisane – nie ucieknie, że wybory były słuszne, trudne, ale słuszne. Że nauczyłam się tak wiele. I chyba w ostateczności, na koniec tego wszystkiego – dorosłam.
Teraz się nie boję, teraz mam odwagę i doceniam.
Teraz nauczyłam się pokory i znam swoje miejsce. Wiem już, gdzie mam przyjaciół i czego wymaga przyjaźń.
Teraz wiem też dużo więcej o miłości... i patrzę na nią z pokorą. Z szacunkiem. Z boku.
Teraz spoglądam w niebo i mam nadzieję, że z Góry patrzą na mnie z zadowoleniem.
Dałam z siebie wszystko, dam jeszcze więcej. Doceniam to, co mam.

Tylko tupnijcie czasem nogą, gdy będę się zatracać. Jestem charakterna baba, więc łatwo nie będzie, ale... :) to wyzwanie dla Was :)

nie dajcie mi odejść.

Zapiski moich Gości
 
Archiwum
Rok 2012
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
10276
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
847
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
38
Zobacz serwisy INTERIA.PL